Z d*py garaż
Byliśmy w Garażu.
Wiem, była wczoraj Noc Muzeów, ale miałem jeszcze czkawkę po zeszłorocznej, kiedy to jedyne, czego się naoglądałem, to kolejki niczym za późnego Gierka. Zdecydowaliśmy się zatem odpuścić sobie NM i zajrzeć do ‘nowego’ lokalu na homomapie stolicy. Jeśliby się zastanowić, to jednak miało to w sobie coś z nocy muzeów, gdyż było ciemno i ciekawi byliśmy eksponatów.
Mijamy bramę – zamiast starego półmetrowego ogrodzenia, mamy dwumetrowe, zasłaniające wszystko ogrodzenie.
Nie ma akwarium. Szkoda, gdyż miejsce – dla mnie – symboliczne :>
Szatnia. Jest.
W środku widać, że odnowione, czysto, schludnie. Jak dla mnie duży plus w porównaniu z Rasko.
Dopada nas właściciel, wita i informuje, że: jeśli muzyka – muzyka?! – jest za głośna, to możemy wyjść do ogródka; że krzeseł i stołów póki co nie ma, że darkroom jeszcze nie gotowy – niet te geloven! - oraz że w dawnym chilloutroomie jest impreza zamknięta: urodziny! A! No i rzecz jasna że alkohole 50% taniej.
Wzięliśmy po piwie i wyszliśmy do ogródka. Pogadaliśmy, popsioczyliśmy na wszystko wokół i dość szybko się zwinęliśmy.
Zastanawia mnie, jaki trzeba mieć zmysł do handlu, żeby na dzień otwarcia lokalu nie zorganizować stołów i krzeseł? Może w myśl zasady, że na stojąco więcej wchodzi?
Zastanawia mnie też, po kiego diabła w dniu otwarcia lokalu organizuje się imprezę zamkniętą i odcina gości – którzy w sumie powinni lokal jak najlepiej poznać – od jego części? Nabieram podejrzeń, że wszystkie krzesła zniknęły właśnie na zamkniętej imprezie.
Gdybyście, drogie dzieci, nie pamiętały, to gdy otwierano poprzedni lokal tego właściciela, w dniu otwarcia zabrakło piwa, obsługa latała na stację benzynową i potem serwowała puszkowe, a jakiś czas później w lokalu zabrakło półlitrowych szklanek do piwa. Jak widać, dużo się od tamtych wesołych czasów nauczono w kwestii prowadzenia klubu.
Zastanawia mnie też, jakie trzeba mieć wióry zamiast mózgu, żeby poprawiać sobie poczucie własnej wartości organizowaniem urodzin w dniu otwarcia knajpy, ale to już nie pytanie/zarzut do właściciela Garażu.
Muzyka? – coś grało i błyskało, ale było tragiczne. Oprócz tego, że było tragiczne, było też tak głośne, że nie dało się w środku pogadać. Wiem, czego ja wymagam: rozmowy w gejowskim lokalu?
Kończąc: jeśli będę chciał po prostu pójść na piwo, to pójdę gdzieś indziej. Pójdę tam, gdzie da się usiąść, porozmawiać bez wyrywania płuc i zdzierania strun głosowych i gdzie nie będzie tabunu egzaltowanych dam pod tytułem ‘mam emo grzywkę, białe porcięta i jestem cool’.
Jeśli nie będzie tam jakichś treściwych imprez – prawdę powiedziawszy poza Marylą II i jakimś Drag Queen Festival* nic mi nie przychodzi do głowy – miejsce należy omijać szerokim łukiem. Każdy inny pub, czy dyskoteka ma do zaoferowania więcej, niż Le Garage.
Wiadomość z OSTATNIEJ chwili!
Właśnie mi uprzejmie doniesiono, że w piątek w lokalu zabrakło kufli do piwa
* Niestety, podczas Drag Queen Festivalu – niestety, nie tylko wtedy – grozi nam występ Żakliny.


WOW! Pierwszy wpis od stycznia! Zaskoczonym
Mile zaskoczonym!
A nawet jakoś koło piątku myślałem, że już dawno nic nie pisałeś, wiec pewnie doktorat daje Ci w kość
Pozdraiwam z Krakowa nie mając pojęcia o czym piszesz powyżej
Kallipygos napisał: “Wiem, była wczoraj Noc Muzeów, ale miałem jeszcze czkawkę po zeszłorocznej, kiedy to jedyne, czego się naoglądałem, to kolejki niczym za późnego Gierka.”
Ja nie w głównym temacie (czyli wrażeniach z Garażu), ale odnośnie Nocy Muzeów i ogólnie imprez masowych. Nie wiem, czy dobrze odczytałem to co napisałeś, jako niechęć do owczego pędu ludzi w określonym, dobrze opakowanym i zareklamowanym kierunku. Może Twoje odczucia wyrażone w powyższym zdaniu były czysto osobiste, tzn. nie chciałeś iść bo akurat nie miałeś humoru ;P
W każdym razie naszło mnie takie pytanie: od którego momentu my – “intelektualiści” – powinniśmy krytykować i unikać masówek? Przecież gdyby taka inicjatywa, jak Noc Muzeów, nie była podejmowana, podniosłyby się głosy, że nie promuje się kultury, historii i że nie wzbudza się w ludziach chęci zdobywania wiedzy. A jak już taka inicjatywa się pojawia, to się z niej nie korzysta “bo jest popularna”. To co popularne i masowe, ma się tylko z tego powodu stawać w jakimś sensie złe? Czy nie chodzi o samą inicjatywę, tylko o to, że ludzie korzystają z niej w bezrefleksyjny sposób? A może o jeszcze coś innego co mi nie przychodzi do głowy?
Miło by było przeczytać Twój pogląd na ten temat… może nawet pogadać o tym, bo dawno już miałem obiecane spotkanie ;>
P.S. Mi się udało wejść bez kolejek w różne ciekawe miejsca
Dobrej nocy
—> Xszerlit
Dziękuję, żyję, daję radę.
Jestem pewny, że wiesz, o czy mówię; w końcu w Krakau też macie homicze lokale.
—> Quarrel
Odczytałeś, niestety, błędnie.
Uważam Noc Muzeów za fantastyczną inicjatywę i w sporej ilości przypadków za jedyną metodę ruszenia niektórych tyłków sprzed telewizorów do muzeów.Nie uważam, że NM jest zła – przeciwnie, niech ludzie idą i bawią się świetnie.
Ja natomiast po 2 NM z rzędu nie miałem zwyczajnie ochoty. Nie bawi mnie poruszanie się wężykiem wraz z gromadą ludzi w muzeum, do którego trafiłem z musu (vide zeszły rok, gdy nie weszliśmy do muzeów, do których wejść chcieliśmy). Ja mam zwyczajnie inną metodę zwiedzania, stąd moja czkawka (=która po wizycie w Garażu nie przeszła).
dodatkowo – jak mi z kolei doniesiono – zdaje i w nowej odsłonie dobrze uchowa się tradycja, że z tego miejsca coś tak przed północą wszyscy robią w tył zwrot i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – znikają
->Kallipygos: nie mając pojęcia o czym piszesz miałem na myśli brak jakiejkolwiek wiedzy na temat knajp/klubów/dyskotek/etc. w Warszawie. W Krakowie się poniękąd (choć niezbyt mimo wszystko) orientuję.
—> Timofieusz
Tam musi być jakiś niesamowity genius loci
—> Xszerlit
Czyżbyś tracił orientację?
tylko w kwestii knajp
nie byłem jeszcze w garażu. wybiorę się na festiwal draq queen