Hij kwam de kast uit….

Jakiś czas temu – uwielbiam to określenie: wszystko się w nim zmieści – poznałem chłopaka. Na potrzeby tego bloga nazwijmy go MCVX-L4. Poznałem go w miłych okolicznościach przyrody, czyli na jakiejś nasiadówce. Gości było sporo, a ja przeważnie nie narzucam się osobom nowym, więc z ww. poruszyliśmy przy jakimś piwie tematy bardzo ogólne, a w każdym razie ogólne na tyle, że nie spodziewałem się takiego dalszego ciągu.

Następnego dnia, a była to niedziela, siedziałem przy lapku i prawdopodobnie oddawałem się czemuś twórczemu. W pewnym momencie odzywa się ktoś z nieznanego gg, przedstawia – jest to ww. chłopiec – mówi, że mój numer znalazł w necie, pyta, co tam u mnie, etc.

Rozmawiamy, czas przyjemnie upływa i mój rozmówca stwierdza, że zastanawia się, czy nie ujawnić się rodzicom. Pytam więc, czy chce pogadać.
Chce.
Dla mnie OK – jestem tylko zdziwiony, że przyszedł z tym akurat do mnie, gdyż widział mnie do tej pory raz, a nie jestem jedynym znanym mu homikiem. Zakładam jednak, że widocznie rzecz przemyślał i pytam czy woli na gg, czy może w realu.
Koniec końców umówiliśmy się na sesję na żywca.

Wyszło, że od jakiegoś czasu myśli o powiedzeniu rodzicom, chce poznać moje zdanie i dostać ewentualnie jakieś rady odnośnie tego co powinien, a czego nie powinien robić.
Przedstawił sytuację w domu, powody, dla których chce się ujawnić, etc.

Z jednej strony, jestem zwolennikiem ujawniania się. Uważam po prostu, że dla własnego zdrowia psychicznego trzeba tę kwestię – przynajmniej z najbliższymi – wyjaśnić. Chociażby po to, żeby – jak wyraził się ów chłopak – rodzice nie zadawali pytań o dziewczynę.
Z drugiej, nawet ja nie jestem takim sukinsynem, by doradzać komukolwiek coming-out za wszelką cenę tylko po to, bym ja się poczuł dobrze, bo oto doprowadziłem do kolejnego coming outu i młody człowiek może teraz żyć w zgodzie z samym sobą (tylko bez dachu nad głową, bo np. ojciec-homofob wywalił go z mieszkania).
Z trzeciej, on ma lat 20, a ja 28, więc nasze potrzeby – dotyczące chociażby akceptacji przez otoczenie – mogą się znacznie różnić. Poza tym, jego sytuacja odbiega od tej, w jakiej ja się znajdowałem, gdy załatwiałem tę kwestię z moją rodziną.
Nie chcę smęcić; chodzi mi tylko o to, że moja rada mogła mu równie dobrze krzywdę zrobić, jak i pomóc.

Powiedziałem mu więc, jak ujawnianie się wyglądało u mnie – co, komu, jak i gdzie – i jak wygląda sytuacja teraz. Starałem się pokazać plusy przy jednoczesnej świadomości potencjalnych zagrożeń (których on na pewno był w swoim otoczeniu bardziej świadom, niż ja).
Przyjął, pokiwał głową; obiecał zadzwonić, gdy już się ujawni i dać znać, jak poszło.

Na koniec nie mogłem sobie odmówić i zapytałem, czemu akurat do mnie przyszedł z tym problemem – mógł znaleźć, jeśli nie kogoś lepszego, to w każdym razie osobę na tyle sobie znaną, że nie musiałby się uzewnętrzniać. Powiedział, że po naszej rozmowie – wtedy na nasiadówce – doszedł do wniosku, że po prostu jestem odpowiedni. Ot, znalazł się ryzykant….

Jakiś czas później zadzwonił, że się ujawnił, i że chyba jest OK.
O ile wiem, wciąż jest.

Mam w sumie 4 myśli w związku z tym wszystkim:

1. Jest to chyba pierwszy coming-out, do którego na tyle przyłożyłem rękę.
2. Jestem stary i 20latkowie przychodzą do mnie po rady ;)
3. Cieszę się widząc chęć do wyjaśnienia, chociażby z rodzicami, kwestii swej orientacji. To piękna rzecz u młodych.
4. Jest mi zajebiaszczo z myślą, że on akurat do mnie z tym przyszedł. Nie znał mnie, a jednak doszedł do wniosku, że warto. Ja zaś mam nadzieję, że na coś się chłopakowi przydałem.

To pisałem ja, Kallipygos – Narodowy Konsultant ds. Coming-Outu.

~ - autor: Kallipygos w dniu wtorek, październik 20, 2009.

Odpowiedzi: 8 to “Hij kwam de kast uit….”

  1. A nie myślałeś, że być może po odejściu JP2 młodzież szuka nowego autorytetu i Ty się akurat dobrze w tą pustkę wpisujesz?

  2. czasem łatwiej otwierać się i zwierzać obcej osobie, która nie oceni przez pryzmat wcześniejszych działań. fajnie, że przyszedł. trochę jak do terapeuty, a trochę jak do przyjaciela. i brzmi to ciut śmiesznie, ale może narodowe konsultacje ds. coming-outu powstać powinny :-)

  3. Bo Ty masz cos takiego, że ludzie wierzą, ze ich weźmiesz na poważnie;-)

  4. Masz rację, to starość – jesteś tak stary, że młodzież przychodzi do Ciebie po porady! ;)

  5. —-> Xszerlit
    Ty żyjesz! Uff. Gdzie byłeś, gdy Cię nie było?!
    Co do Twego komentarza, to chyba ‘lekko’ przesadzasz.

    —-> Shieldmaiden
    Witam na blogasie.
    Cóż, masz rację. Niemniej, nie wiem, czy ja poszedłbym z tym do kogoś, kogo nie znam. Tzn. nie poszedłbym, gdyż….zanim do kogoś poszedłem, to 2/3 rodziny już wiedziało. Tego typu pogadankę miałem jedynie przed ujawnieniem się tacie.
    Co do konsultacji, to nie planuję otwarcia biura; nie sądzę też, by premier rozważał powołanie takiego Konsultanta.

    —-> Meg
    Naprawdę? Widocznie mam to w kieszeni drugiej marynarki.

    —-> Synafia
    Jeszcze rok i do Ciebie też przychodzić będą.
    Zresztą, parafrazując: ‘pozwólcie młodym przychodzić do mnie’.

  6. Ło-ho-ho-ho… Bo u mnie ostatnio sporo się wydarzało – zmiana mieszkania, wakacje, konferencja czy nawet dwie i ogólna “niechęć” do mojej kochanej Alma Mater. A poza tym permanentna awaria komputera (tzn. niemożność sklecenia dłuższego zdania bez choroby nerwowej, ale pewnie wszystkie laptopy reagują tak na kąpiel w Coca-Coli, ech.
    A co do mojego komentarza, to chyba skromność przez Ciebie przemawia.

  7. Kallipygosie, ależ mię mile połechtałeś tą parafrazą :D

  8. Fajne, potrzebował z kimś pogadać i oto się zjawiłeś :)

Dodaj komentarz