Sztuka ulicy
Gdy byłem młody – a Kallipygos, w przeciwieństwie do Heroda, był kiedyś młody – i stawiałem pierwsze nieporadne kroki na homoseksualnej łące mej orientacji, wpadły mi, rzecz oczywista, w ręce różniaste homicze pisemka. W każdym z takich pism znajdowały się rzecz jasna opowiadania, przy których młode chłopię, jakim podówczas byłem, mogło zająć się tym, czym przeważnie zajmuje się młode chłopię przy lekturze takich pisemek. W opowiadaniach tych roiło się od kolegów z klasy; zapomnianych, a nagle odnalezionych kuzynów; chłopaków spotkanych na górskim szlaku, mężczyzn przypadkiem poznanych w sklepie; przechodniów łapiących bohatera ‘na spojrzenie’. Wszyscy oni, jeden przez drugiego, okazywali się nie dość, że homo, to jeszcze chętni, swawolni, i do wszelakich uciech gotowi. Jako, że do kolegów z klasy ciągnęło mnie raczej średnio, o zapomnianych kuzynach nic mi nie było wiadomo, na wędrówkach zawsze trafiał mi się przyzwoitek, a na zakupy chodziłem chyba do niewłaściwych sklepów, to pozostawało mi tylko ’spojrzenie’. Z tego jednak też nic nie wyszło, bo nikt nie zwracał na mnie uwagi, pomijając jednego faceta, który jechał kiedyś ze mną autobusem, był obleśny i gapił się na mnie tak, że po powrocie do domu musiałem wziąć prysznic.
Minęło kilka* lat, Kallipygos się zestarzał, nie zmądrzał, ale stał się cyniczny i ciekaw ludzkich reakcji, więc hipnotyzowanie ludzi, zwłaszcza takich, co mu się niekulturalnie przyglądają, stało się naturalną reakcją, pozbawioną, w większości przypadków, jakichkolwiek podtekstów.
Tymczasem….
Nadszedł zeszły piątek. Idziemy z Trekkiem i Meg…..po truskawki
Zbliżamy się do centrum handlowego. Z naprzeciwka idzie chłopak. Trochę niższy ode mnie, szczupły, jeansowe spodnie do kolan, bluza, plecak; trochę ciemniejsza karnacja; intrygujący układ kostny twarzy; włosy dłuższe, nie na tyle, by je spiąć, ale opadające, lub raczej żyjące własnym życiem po bokach jego głowy; śliczne oczy, co ciekawe nachalnie wbite w moją skromną osobę.
Odwzajemniłem spojrzenie. Chłopak mija mnie z lewej strony, nie odwraca głowy, ale, na ile pozwalają mu uwarunkowania anatomiczne, utrzymuje kontakt wzrokowy.
Idziemy dalej.
Raz.
Dwa.
Trzy i szalony Iwan przez lewą burtę.
Chłopak doszedł do zakrętu, przystanął i patrzy na mnie.
Rusza.
My też.
Raz.
Dwa.
Trzy i obrót przez prawe ramię.
Chłopak dotarł już do przejścia dla pieszych, stanął, odwrócił się i patrzy w moją stronę.
Zmiana świateł, on rusza, my ruszamy.
Ech, te oczy…..
Tylko……..to słodkie zjawisko miało może 17 lat….co ja miałbym z nim robić? Młodszego brata mam i, naprawdę, jednego mi dość czasami.
*naście


Był śliczny, przyznaję…
zresztą, kto wie, może mógłbyś być mu przewodnikiem i zaginionym kuzynem?
Musimy częściej chodzić po truskawki;-)
A może on wcale nie miał 17 lat, tylko tak młodo wyglądał?
No właśnie! Mógł młodo wyglądać, zupełnie jak nasz wspólny znajomy Chłopiec
—-> Meg
Dobrze, że potwierdziłaś
A po truskawki możemy faktycznie chodzić częściej. Ciekawe tylko, czy takie zjawiska to tylko na Bemowie występują.
—-> Mooniak
Owszem, może nie miał 17 lat, tylko np. 16.
—-> Asakura
Chłopiec przy nim to stara….już Ty wiesz co.
Urocza scenka
No to się… poruszaliście
ech, zazdroszczę takich “spotkań”. Ja liczę do trzech i… dupa 
p.s. wyobrażam sobie słodkość tych truskawek