Just a sissy boy

Wsiadamy z kumplem do autobusu. Miejsc podwójnych nie ma, więc instalujemy się na przegubie. Naprzeciwko mnie – a za moim towarzyszem – na podwójnym miejscu siedzi dwóch chłopaków. Jeden w wieku może 25, drugi trochę starszy. Ich zachowanie, wygląd zewnętrzny czy też barwa głosu w żaden sposób nie zdradzają orientacji; jedynie fakt, że jeden z nich dzierży ogromną poduchę a drugi półkę, pozwala mi zakładać, że oto mam przed sobą wracającą z zakupów parkę, co znacznie poprawia mi nastrój, gdyż nic tak na mnie nie działa, jak małżeńskie szczęście.

W pewnym momencie wsiada starsza pani, jeden z chłopaków ustępuje jej miejsca, na co drugi też wstaje i obaj z zakupami przenoszą się do nas, na przegub, tak że mam ich po prawej stronie. Co jakiś czas dolatują strzępki rozmowy ‘gdy wrócimy to cośtam, cośtam; półkę zawiesimy, itp.’.

Kilka przystanków dalej wsiada chłopak. Lat maksymalnie 22, szczupły, jakaś koszulka w paski, kurtka do wysokości żeber, spodnie obcisłe tak, że aż mnie boli, włosy w modnym nieładzie, kilkukolorowe; prawa ręka wolna, na lewym przedramieniu jakaś torba. Ustawił się niedaleko nas. Homicza parka z początku go nie zauważa, ale w pewnym momencie jeden wskazuje go wzrokiem drugiemu, pojawiają się jakieś chichoty i pada – na tyle głośno, że i tamten słyszy – nieśmiertelne ‘Zobacz, ale ciota’.

Odwracam się powoli do chłopca, z którego ust słowa te padły, oglądam go z dołu na góry, po czym kulturalnie rzucam ‘Z was, moje drogie, dzieci także nie będzie’. Chłopak robi się czerwony, widać, że ma chęć na jakąś ripostę, ale chyba nie znajduje takiej, której mógłby użyć – bo nas już ciotami nazwać się nie dało – więc wzrokiem szuka pomocy u swego małżonka; ów też chce coś powiedzieć, ale napotyka wyczekujące, pełne lekceważenia  spojrzenie mojego kumpla – który, choć hetero, znakomicie się dostosowuje – i rezygnuje. My wracamy do przerwanej rozmowy, a chłopcy na następnym przystanku – z takiego bądź innego powodu – wysiadają. ‘Ciota’ zaś, rzucając nam zadowolone spojrzenie, opuszcza nas kwadrans później.
————————————–

Miała być tylko anegdota autobusowa, ale: miałem znajomka – niech mu będzie Mariusz – którego poznałem podczas odbębniania ogólnouniwersyteckich w IH. Przegięty był wręcz modelowo – chude toto było niemiłosiernie, nieskoordynowane ruchy rąk, wysoki głosik, itp; miał podobno spory problem ze mną, bo bał się metali. Nawet, gdy już wiedział, że jestem homo, to i tak trochę czasu mu zajęło, zanim zaczął się w moim towarzystwie zachowywać swobodnie, podobno przerażał go kontrast między nami.
Kontakt jakoś nam się potem urwał, ale ostatnio nasz wspólny znajomy raczył był mnie poinformować na gadulcu, że Mariusz jest we Wrocławiu, a poza tym, że zerwał ze swoim chłopakiem. Prawdę powiedziawszy nie wiedziałem nawet, że z kimś był, ale kulturalnie zapytałem, jaki był powód rozwodu. Otóż podobno zerwał z nim, bo tamten był przegięty i Mario nie był w stanie być z taką ciotą. W takiej sytuacji musiałem zapytać, czy Mariusz zmężniał od czasu, gdy go ostatni raz widziałem – być może w ciągu tych paru lat przeobraził się w umięśnionego byczka, poszedł na emisję głosu, oraz poddał się innym modyfikacjom. “Zwariowałeś? On?! Gdzie tam!” – padła odpowiedź.
I zastanawia mnie, moi drodzy, jak to jest: tak zwani ‘męscy i konkretni’ nie lubią przegiętych; ci przegięci brzydzą się ciotami; kto w takim razie lubi homiki, w których pierwiastek żeński jest silniejszy?

A czy Kallipygos jest przegięty? Hm, biorąc pod uwagę, że przeważnie ludzie mu nie wierzą, że homo – patrz jedna z dziewczyn ostatnio w Saturatorze – to chyba nie – trudno, cóż robić, przecież się nie potnie.

Mi tam ryba, czy chłopak jest męski, czy przegięty, dopóki jest sobą. Gdy słucham takich tekstów, to mam wrażenie, że chyba powinienem się zakopać w stercie koców, zasnąć i obudzić się, gdy świat będzie inny :)

A tak poza tym, to półkę kupiłem. Prawda, że śliczna?!

nowa_polka

~ - autor: Kallipygos w dniu poniedziałek, Kwiecień 20, 2009.

Odpowiedzi: 24 to “Just a sissy boy”

  1. Gdzieżeś kupił taką półkę? Wiedz, że parę osób łącznie ze mną będzie się teraz do Ciebie włamywać nocą, iżby ten cud sztuki użytkowej podwędzić.

  2. Ty, przegięty? że niby z której strony? :D

  3. —-> Synafia

    Na szczęście mieszkam dość wysoko, a drzwi mam solidne.

    —-> Manowce

    Yyyyy!!!! Toż to słynna Manowce! Pierwszy komentarz! :)
    A Twoje pytanie aż się prosi o odpowiedź ‘od dupy strony’.

  4. > Manowce
    Ja jestem najprzegiętszy! Jajajajajajajaja! Pick me!

  5. Piekna scenka w autobusie. Podoba mi sie twoje reakcja. Co do facetow, takich czy siaki, rzeczywiscie kazdy jest wart uwagi, pod warunkiem, ze nie krytykuje innych.

    Tot ziens in A’dam, Doei!

  6. No moje gratulacje :) )) Ja bym na takie pikne przygadanki nie wpadł, pewnie po ich tekście teżbym się poczuł głupio, ale żeby się odezwać… jeszcze trochę mi brakuje.

  7. Pawian lubić pryncypialnych :D
    Pasjami

  8. Pokrzepiająca nota na blogu.

    Nie od dziś wiadamo, że ciota jest dla geja uniwersalnym kozłem ofiarnym, innym, kobietą, pęknięciem, realnym.

    Istnieje jeszcze jedna strona medalu: dla większości gejów ciota nie istnieje.

    Jeśli subwersywnie przedstawisz się jako ciota, to oni zrobią wszystko, żeby to podważyć, nie dopuszczą, żeby nawet w takiej “mikrosytuacji” doszło do pozytywnej identyfikacji z ciotą, kobietą.

    To dowodzi, że mężczyźni, geje zmierzają donikąd.

  9. ‘Z was, moje drogie, dzieci także nie będzie’ – boskie. Rządzisz. A półeczka niezła, ale czy nie brakuje jej paru ornamentów? Już skradzione, czy jak?

  10. Półka przepiękna! :D
    A taka odpowiedź na pytanie gdzieś w tekście “kto lubi przegiętych?” – oczywiście my, kobiety! ;)
    A przynajmniej tak by to wyglądało, biorąc pod uwagę cały ten tekst :)
    Pozdrawiam! :)

  11. —> Oliveira
    Spokojnie, oddychamy.

    —-> TPP
    Tot ziens, maar ik weet niet wanneer:P

    —-> Omen
    Witamy po raz pierwszy i życzymy miłego pobytu. Co do reszty, to nie martw się – praktyka czyni Kallipygosa :)

    —-> Pawian
    Zauważyłem!

    —-> The House….
    Ja tam nie wiem. Mnie raczej zastanawia ta niechęć do przegiętych, no bo, na zdrowy rozum: jaki negatywny wpływ na mnie ma fakt, że ktoś inny jest przegięty. Nie musi być moim facetem, ale możemy być dobrymi kolegami.

    —-> Luca
    Dziękuję.
    A o jakich szczegółach Wasza Dostojność mówi….?

    —-> Mooniak
    Ma dziwne wrażenie, że przegięci pożytku z kobiet nie będą mieli….

    • Sparafrazuję (bo nie pamiętam dokładnie) Sapkowskiego: “… przeciągnęła się i chwyciła fauna za fragment nieźle przystosowany do chwytania”. Faun ów był ozdobą rzeźbionego łoża i posiadał wszelkie niezbędne ornamenty ;)

  12. No właśnie – jaki negatywny wpływ…? Odpowiedż jest dalekosiężna: wpływ destrukcyjny.

    Chodzi o wyłam w męskiej podmiotowości, w “jedynie słusznej” i “możliwej” podmiotowości w systemie. Destrukcja podmiotu, prześwit realnego, kobiecego, strach przed realnym, i w końcu wykluczenie, niechęć, gęsia skórka na sam widok: cioty.

    Ciota – niby taka słaba, niby wiotka – jest upiorem, obiektem najgorszego strachu.

    A dlaczego ciota wyklucza ciotę? Dlaczego ten chłopak, o którym piszesz, sam dopuścił się czegoś podobnego?

    Pragnienie męskiej podmiotowości jest przecież mozliwe także dla zniewieściałej osoby. W chwili, gdy pragnie być mężczyzną, zlęknie się cioty, wykluczy ją, wyprze.

    Dlatego też tak trudno jest o pozytywyną identyfikację z ciotą, tak trudno o “jestem ciotą”.

    Istnieje jeszcze inny typ ciot, które w swoich opowieściach a nawet utworach literackich mimo wszystko bardzo deprecjonują kobiecość. Nie rozumiem ich, moim zdaniem wpadają w tę samą pułapkę.

    Ciota, choć tsk trudno osiągnąć “jestem ciotą”, nie są i chyba nie będą zarzewiem żadnej rewolucji.

    Tylko kobieta. Niech mężczyzna powie, że jest kobietą, bez żadnych zahamowań i półśrodków. Wtedy zobaczę dokładniej, co ma do powiedzienia ;)

  13. The House of Briscoe, przepraszam, ale nie bardzo rozumiem, dlatego pytam. Dlaczego ktoś ma mówić, kim jest? Kim chce być? Niech mężczyzna powie, że jest kobietą? A musi? A powinien? A może nie odczuwa takiej potrzeby, żeby mówić: jestem kobietą (Edzia Górniak, czy jakos tak). I dopiero wtedy jak objawi, w zasadzie – jak się przyzna – to TY zobaczysz, co ma do powiedzienia? Czyli wczesniej nie? Hmmm… Ciekawa jestem, jakie doklaracje musiałabym uczynic, żebyć The House of Briscoe chciał/a zobaczyć, co mam do powiedzenia.
    Jesli zabrzmiało napastliwie, to przepraszam, ale chciałabym wiedziec.

  14. Ja lubię homiki, ja.
    I też chcę taką półeczkę, mogę dla niej nawet mieszkanie przemeblować;-)

  15. —-> House & Pawian
    No! proszę polemizować! Co to za lenistwo! :)

    —-> Meg
    Ty masz małe dziecko w domu! Opanuj się się, kobieto! Tfu! Obraza boska!

  16. Pisząc o tym nie staram się wcale skupiać uwagi na sobie. Czy to ja, czy ktokolwiek inny, nie ma to znaczenia.

    Chcę tylko powiedzieć, że mężczyźni są zagrożeniem, nie należy im ufać, a zwłaszcza nie wolno im się dać uwieść.

    Dlatego nie słucham mężczyzn, nie słucham ich zgubnych podszeptów. Gdyby mógł istnieć świat bez mężczyzn… no ale nie istnieje.

  17. a tak, zapomniałam;-)

  18. @House, re: zarzewie rewolucji

    Juz ladnych pare lat temu przegiete ciotki do spolki z transseksualnymi kobietami spuscily nowojorskim policjantom epicki wpierdol w barze Stonewall Inn. To tak a propos “nigdy nic z ciot”.

    MnSZ w naszym spoleczenstwie [i jeszcze paru innych] otwarte bycie autentyczna ciota wymaga znacznie wiekszej odwagi i swiadomosci siebie, niz kurczowe trzymanie sie kulturowej meskosci. +1 dla Kallipygosa, jak zwykle : )

    rgrds,
    -Darq Ciotolub

  19. Hej, darq,

    wcale nie było moją intencją stwierdzenie, że “nic z ciot”, nie ma tego w moim tekście.

    Wydaje mi się, że Stonewall to przykład akcji w okolicznościach bezpośredniego zagrożenia, która oczywiście miała rewolucyjne skutki. Nie mogła być jednak, o ile mi wiadomo, akcją zaplanowaną.

    Wydaje mi się, że to już tak stara historia… Nie znam dokładnie tamtych czasów, ale obecnie największym problemem jest kultura “indywidualizmu” i zniechęcenie wobec wspólnych działań. Tożsamości ciotowskie, oczywiście ze względu na opresję wobec ciot, która sprzyja alienacji i atomizacji, mogą wykazywać skłonność raczej ku temu iluzorycznemu indywidualizmowi niż rewolucyjnym dysputom. Tak mi się przynajmniej wydaje.

    Trudno usłyszeć “jestem ciotą”, ale chyba jeszcze nigdy nie udało mi się nigdzie usłyszeć “jesteśmy ciotami” albo “my, cioty”.
    Zawiera się to również w obserwacji autora bloga – można spotkać ciotę, która użyje “cioty” w senie inwektywy pod adresem innej osoby i raczej nie poszuka z nią wspólnego języka.

  20. Nie byla takze pierwsza z wiekszych akcji, po prostu okazala sie najglosniejsza i najbardziej pasujaca na sztandary. Poprzednie akcje [nie tylko w NYC] byly planowane. Mnie tam nie bylo, ale bardzo bym sie zdziwil, gdyby wsrod planujacych nie bylo ani jednej maksymalnie wygietej cioty czy maksymalnie hardkorowej butch – i teraz, i wtedy ludzie zyjacy otwarcie maja wiecej odwagi i motywacji do dzialania niz ci, ktorzy wszystko zainwestowali w dystansowanie sie od tej destrukcyjnej nienormatywnosci.

    Nie lapie, dlaczego niby zinternalizowana [homo|cioto]fobia ma byc przejawem problematycznego indywidualizmu – jak dla mnie to czysty konformizm, zacieranie indywidualnosci. Ale jam prostaczek jeno.

    A u podloza zarowno ciotofobii, jak i butchfobii jest transfobia, obawa przed straszliwym publicznym naruszeniem norm plciowych.

  21. Z tym wszystkim się oczywiście zgadzam i sam zawsze broniłem tezy, że to ludzie wygięci i hardcorowi byli gotowi na takie działanie a nie ci, którzy stawiali i stawiają na heteronormatywność.

    Niemniej w dzisiejszych czasach kładłbym nacisk na “indywidualizm”, który jest regulatywną utopią zniechęcającą ludzi do buntu. Indywidualizm to “lepszy ciuch” (mniejsza o to, ile osób ma ten sam), droższe mp3, “jestem apolityczny/a”, “kocham teatr”, “czytam Hrabala” albo “nie oglądam telewizji”. To wszystko fikcja, która zamienia się w bierność. “Wyraź siebie, miej abonament w naszej sieci” itd… wszystko jest (pozornie) apolityczne, żeby pielęgnować marzenie o indywidualizmie, prowadzące w zupełnie innym kierunku.

    Ciotofobia jest konformizmem, ale kultura indywidualizmu podsuwa proste rozwiązanie opresjonowanym (czyli de facto i opresjonującym): “wcale nie jesteś ciotą, przecież nikt nie wie, jaki/a jesteś naprawdę. Jesteś wielki/a” – w swojej wieży z kości słoniowej.

    A jak w klubie jakaś znajoma ciota zwyzywa się od ciot, to za tydzień przyjdziesz w lepszych butach i szczęka mu/jej opadnie…

    (no a cioty w tamtych czasach raczej kradły kiecki ze sklepów niż je kupowały, to jednak nie zostało wcielone w nurty indywidalizmu ;-)

  22. Jak tak sprawe stawiasz, faktycznie trudno sie nie zgodzic : ) dla kazdego znajdzie sie jakas pseudoindywidualistyczna masowka, ale nie kazdemu starczy swiadomosci, zeby dostrzec, jaki kit wciskaja dane zrodla.

    Wlasnie kurde z mojej sloniokostnej wiezy nie widac, z ktorej strony ma szanse przyjsc zmiana. Stawialbym, ze z grup najbardziej uciskanych – z koniecznosci, bo ich na kupowanie indywidualnosci nie stac, a masowka [mam nadzieje] w koncu przestanie cieszyc. Chociaz za malo lubie ludzi, zeby moc z czystym sumieniem teoretyzowac na takie tematy.

  23. Ad vocem. Staram się by do 2/3 mojego wyglądu wskazywało na sfeminizowanie. Bycie ciotą w naszym kraju wymaga naprawdę sporo odwagi. Reakcje otoczenia – przychylne i nieprzychylne – utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto codziennie odnajdować w sobie tyle wewnętrznej siły, by pozwolić dojść do głosu swojemu tłumionemu, wewnętrznemu “ja”. Tak, jestem ciotą. Moje otoczenie – bliższe i dalsze – widzi, że tak jestem odbierany. Wie również, że to nie jest przypadek – wie, że tak właśnie chcę. Mnie cioty nie przerażają ani nie staram się je sekować – mnie wręcz cieszy widok drugiej cioty. Jedno mnie razi – nachalność sposobu bycia – gdy ktoś swoją feminizacją stara się na siłę wszystkim zamanifestować swoją orientację. Zupełnie jak w niektórych krajach prostytutki na ulicy zaczepiające klientów. Uważam, że nie powinno się “z butami” włazić w sfery zdominowane przez “heteryckich ortodoxów”. Moje przeświadczenie w tej materii jest następujące: “Jeśli szukasz akceptacji – lub czegoś więcej – zainteresowani bez trudu, sami cię odnajdą. Nie “katuj” swoją obecnością tych, którzy być może sobie tego nie życzą. Nie zapominaj, że “ciche” przyzwolenie lub nawet akceptacja, nie są równoznaczne z uwielbieniem. Mówiąc krótko, miej umiar”.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.