Miałem kiedyś chlamydię….
….ale mi zdechła.
Gdy ja rozbijałem się w czerwcu po Polsce obnosząc swe gorące ciało po stołecznych ulicach, w Niderlandach przychodziła do mnie wciąż poczta (też tak macie, że nawet jak Was nie ma, to listy przychodzą? A rozumiem, nie przychodzą bo poczta gubi listy i kradnie paczki. Chytrze.)
Jednym z listów był ten z GGD Amsterdam, czyli amsterdamskiego Wydziału Medycyny i Zdrowia z zaproszeniem do testu na chlamydię. W liście było napisane, że chlamydia to choroba przenoszona drogą płciową, że dotyka przeważnie osób miedzy 16 a 29 rokiem życia, że jest łatwa w obsłudze, ale trzeba ją szybko wykryć, że jest to trudne, bo wszyscy deklarują, że oni tego oczywiście nie mają, nie badają się, a nieleczona może prowadzić do różnych świństw.
GGD zapewnia mi całkowitą anonimowość, aparaturę do testu dostarcza na swój koszt pocztą, ja się tylko muszę zalogować na ich stronie, obejrzeć filmik instruktażowy, przetestować się i odesłać to do nich na ich koszt, po czym poczekać na wynik.
Wróciłem do Niderlandów, ale o liście jakoś zapomniałem. Po dwóch tygodniach przyszedł kolejny. Podobny w formie, ale z adnotacja, że poprzedni uprzejmie zignorowałem.
Doszedłem do wniosku, że w sumie co mi szkodzi, zalogowałem się, zamówiłem zestaw do testu. Przyszedł po dwóch dniach.
Po dwóch tygodniach dostałem maila, że oni ciągle nie dostali ode mnie próbek (to było całkiem prawdopodobne, gdyż ztest leżał nieruszony na półce). Zmobilizowałem się, nabyłem plastikowy kubeczek (gdyż taki jest konieczny), obejrzałem instruktaż (co ciekawe inny jest dla Amsterdamu a inny dla Rotterdamu;)) i wykonałem test zgodnie z wymogami sztuki, po czym wysłałem go w zeszły czwartek.
Wczoraj dostałem maila, że wyniki mogę sprawdzić po zalogowaniu.
Loguję się lekko poddenerwowany, bo człowiek się zabezpiecza, ale….
Na stronie lakoniczna informacja:
Bij het onderzoek van jouw testmateriaal is GEEN chlamydia aangetoond.
Dat betekent dat je niet besmet bent met chlamydia. Dit is natuurlijk goed nieuws.
Podczas badania twojego materiału nie wykryto chlamydii.
To oznacza, że nie jesteś zainfekowany chlamydią. To jest oczywiście dobra wiadomość.
Czyli wszyscy zdrowi.
Mnie najbardziej zachwyca w tym wszystkim, że ten test zaproponowano mi bez proszenia się (co więcej, ponaglano mnie bym go wykonał), całkowicie na koszt państwa, beż żadnych dodatkowych dla mnie utrudnień. Komuś po prostu chodzi o to, żebyśmy zdrowi byli.


Urocze
)
Jakieś szczegóły, no…! U nas przecież takich cudów nie uświadczę ;(
Zafrapował mnie ten filmik instruktażowy – animacja czy żywy model?
“Dit is natuurlijk goed nieuws.” – jaki to uroczy jezyk
Fajnie wiedzieć że GGGD (bo chyba zgubiłeś jedno G) ma też swoje dobre strony.
Ja niestety poznałem jego “ciemną stronę”. Jako cudzoziemiec zostałem wezwany na badanie przeciwko gruźlicy – w celu stwierdzenia że nie rozsiewam prątków po Holandii (swoją drogą przypomina się rozsiewanie stonki przez Amerykanów).
Cóż, badanie wykazało że rzeczywiście ich nie rozsiewam. Niestety w międzyczasie musiałem czekać na badanie razem z naprawdę “zmęczonymi życiem” narkomanami. Czekałem parę godzin w przychodni z takim elementem że (mimo że wcześcniej nie miałem gruźlicy) to teraz wcale nie jestem tego pewien
—> Trauer
Nie zdawałem sobie sprawy, że do mnie zaglądasz. Byłoby miło, gdybyście z malżonkiem na maile odpowiadali. Co do filmu, to niestety animacja; wstawiłem link do posta.
—> Darq
Oczywiście, że jest uroczy; zwłaszcza, jeśli blisko siebie wystepują wszystkie rodzaje h/ch/g
—> GB
Skrót GGD rozwijamy jako Geneeskundige en GezondheidsDienst. Wydaje mi się zatem, że wszystkie ‘g’ oraz ‘d’ mam na miejscu. W liście też stoi GGD.
Co do reszty, to czułem się podobnie robiąc sobie w Polsce pierwszy test na hiv. Niby nie można się tym zarazić siedząc koło potencjalnego nosiciela, ale atmosfera w poczekalni byla cmentarna.
Zastanawia mnie tylko, czemu Cię wezwali….
Dzięki za linka, najbardziej podobał mi się instruktarz, jak wrzucać kopertę do skrzynki na listy

Mąż ma własny komputer i konto mejlowe
Oczywiście zaglądam od kiedy wiem, że istnieje, więc trochę potrwało zanim zdecydowałem się na coming out
A jeśli chodzi o mejle, to ja nic nie wiedziałem, do mnie nie wysyłałeś