In Krakau und In Bruges

Wczoraj przez queer-portale, queer-blogi, oraz media polskojęzyczne przetoczył się artykuł o tym, jak to urzędnicy miasta Krakowa będą zachęcać lesbijki i gejów do odwiedzenia Grodu Kraka.

Zachwytu ww. jakoś nie podzielałem, niemniej artkuł przeczytałem, pomyślałem, że miło, że w końcu ktoś doszedł do wniosku, że najważniejsza jest promocja miasta, interes to interes, a pecunia non paedicat et non irrumat.

Do czasu.

Dziś okazało się, że pieniądze jednak orientację seksualną posiadają i radnym z PO oraz PiS (czyli partii różniących się kompletnie, bo PO jest liberalna a PiS konserwatywne:)) nie spodobało się zachwalanie miasta zboczeńcom.
Pozwolę sobie wstawić cytaty z dwojga idiotów.

- Liczne organizacje i stowarzyszenia broniące za wszelką cenę tzw. “wolności osobistej” zdołały zachwycić nawet urząd miasta. Skoro urzędnicy widzą czysty zysk finansowy z oferty skierowanej do grup homoseksualistów, można zapytać, czy moralne jest zatem zarabianie pieniędzy na promowaniu zachowań nieobyczajnych? – pyta Agata Tatara, radna PiS-u i zarazem rzeczniczka prasowa krakowskiej części tego ugrupowania.

- Pomysł uważam za nietrafiony. Do Krakowa może przyjechać teraz każdy, bez nachalnego określania swoich preferencji seksualnych. I Kraków, i jego zabytki spodobają się każdemu, niezależnie od tego czy jest homo czy hetero, łysy czy owłosiony, wysoki, czy niski, a jego skóra jest biała, czarna bądź niebieska – mówi Paweł Sularz, przewodniczący krakowskiej PO.

I tak trzymać! Ja Kraków bardzo lubię. I prawdopodobnie będę go lubił dalej, mimo, że nakarmiono mnie tam znakomitym zasmażanym serem z szynką (kategoria dania wegetariańskie), rzucano (kawałkiem kory ;) )w nas, gdy trzymaliśmy się z Oliveirą za ręce, a naszą koleżankę nazwano pedalską kurwą. Będę go lubił dalej, gdyż kamienice mi nic złego nie zrobiły, ale pieniądze swoje, zarobione w grzechu i poróbstwie będę raczej upłynniał w innych miastach.
Morał z tego taki, że nie tylko w urzędniczą tolerancję, ale nawet w urzędniczy zdrowy rozsądek i chęć rozwoju miasta wierzyć nie należy.
Jako osoba przesiąknięta ankh-morporską doktryną ekonomiczną oraz spojrzeniem na szeroko rozumiany pieniądz, pochylam się nad krakowsko-po-pisowską głupotą.
————————————————–

Byliśmy na In Bruges.
Film jest:
- specyficzny.
- wart, moim zdaniem, obejrzenia.
- niezaliczalny do jednego, konkretnego gatunku.

Colin Farell w znakomitej formie, aczkolwiek byłoby miło zobaczyć go w jakiejś innej roli niż tylko mordercy z wyrzutami sumienia.
Miasto Brugge jest piękne, ale byłoby lepiej, gdyby nie leżało w pieprzonej Belgii.
W ogóle, oglądanie tego filmu w kinie wypełnionym Holendrami miało swój klimat, gdyż przy każdym antybelgijskim zwrocie lali oni po nogach.

Pora na kompromitację.
Po filmie poszliśmy na piwo.
Podaję barmanowi 10 euro i czekam. On do mnie: czterdzieści centów? Mówię, że nie, niestety mam tylko 10 euro w banknocie. Barman: czterdziesći centów? Pytam: po ile jest teraz piwo? On: po 5,20. Ja: Ooops, przepraszam, zakładałem, że chcesz mi wydać…..

Dopłaciłem i mam nadzieję, że mnie nie zapamiętał….

~ - autor: Kallipygos w dniu czwartek, lipiec 31, 2008.

Odpowiedzi: 4 to “In Krakau und In Bruges”

  1. >Miasto Brugge jest piękne, ale byłoby lepiej, gdyby nie leżało w pieprzonej Belgii.

    ale – jak slusznie zauwazono w filmie, gdyby lezalo gdzie indziej, to za dzuo ludzi by tam przyjezdzalo

    > oglądanie tego filmu w kinie wypełnionym Holendrami miało swój klimat, gdyż przy każdym antybelgijskim zwrocie lali oni po nogach.

    w bruxeli sie tez strasznie smiali po kazdym antybelgijskim zwrocie

  2. –> Migg

    Z żartów niderlandzko-belgijskich:
    Jak Holender je zupę pomidorową? Nalewa sobie gorącej wody do czerwonego talerza….

  3. I bardzo pięknie skomentowana krakowska sprawa. Jakież to szczęście, że ja już kompletnie beznamiętnie podchodzę do takich rewelacji…
    Linkuję Cię bo zaglądać zamierzam
    pozdro.boo

  4. —> boobardzo

    Witam i dziękuję za zalinkowanie (ale żeby od razu w ‘mocno inteligentne’?)

Dodaj komentarz