Gołąb pocztowy

Filogia klasyczna, której mam szczęście być produktem, ma niestety strasznie słabe notowania w Rzeczypospolitej. Tak słabe, że jeśli chce się pisać pracę na jakiś ciekawszy temat niż np. “Topos psa w literaturze greckiej”, to może być problem ze zgromadzeniem bibliografii. Ja sam na przykład – nie chwaląc się – musiałem jechać po książki do Wiednia. W grę wchodził jeszcze Berlin, ale wraz z Exmałżonkiem zdecydowaliśmy się na Wiedeń.

Z tego też powodu odezwał się do mnie mój promotor z zapytaniem, czy mógłbym się dowiedzieć czy na UvA lub VU znajduje się pewna książka i, jeśli byłaby taka możliwość, zrobić kopię i wysłać ją do Polski.
Książka jest w posiadaniu obu uniwersytetów, więc szybko – tzn. tyle czasu, ile potrzeba na skopiowanie 700 stron – zrobiłem kopię i puściłem ją do Polski. Było to 3 maja.

Minęło dni kilkanaście. Dostałem maila od promotora, że dzwonili do niego z firmy transportowej, więc spodziewa się otrzymać paczkę dosłownie na dniach.
Przedwczoraj napisał, że paczki nie ma. Postanowiłem przeprowadzić śledztwo. Znalazłem numer obsługi klinta i wkurzyłem się po raz pierwszy: koszt połączenie – w poszukiwaniu własnej paczki!!!! – 45 centów za minutę+koszty za połączenie z komórki. Zadzwoniłem. Miła pani powiedziała, że paczka wraca do mnie, gdyż adres został źle zeskanowany i nie byli go w stanie potem odczytać ze skanera. Co z tego, że adres był na pudle; nie potrafia odczytać i już! Pytam się, czy otrztmam zwrot kosztów, bo w końcu to ponad 20 euro. Miła pani proponuje, że wyślą mi formularz, ja go wypełnię a oni przeprowadzą śledztwo w celu ustalenia, czemu przesyłka nie została doręczona i, jeśli moja skarga będzie słuszna, zwrócą mi pieniądze. Poprosiła o podanie danych kontaktowych.

Tak więc, paczka na niedojście potrzebowała 3 tygodni. Mój promotor książki nie ma a ja czekam na formularz w celu odzyskania opłaty. Ustaliliśmy też, że książkę oddam mu, gdy na koniec czerwca będę w Polsce. Nie ma sensu ryzykować kolejnego złego zeskanowania. W sumie, nie doszło do jakiejś katastrofy, tylko wydawać by się mogło, że przy obecnej technice nie powinno być problemu z przesłaniem książki z Niderlandów do Polski.

P.S. Mam nadzieję, że książka do mnie dotrze z powrotem….

~ przez Kallipygos w dniu Środa, maj 28, 2008.

Napisz odpowiedź