Piłkarz, zdrada, polactwo
Danny Szetela – bo o nim mowa – to chłopak, którego rodzice X lat temu wyemigrowali do USA. Dwa lata temu zrobiło się o nim głośno, gdy w kontekście rozważań o jego grze w reprezentacji Polski wypowiedział się ówczesny selekcjoner P. Janas, który stwierdził, że “takich, jak Szetela, jest w Polsce 200″. Wydawało się, że sprawa została zamknięta, aż kilkanaście dni temu klubowy kolega Szeteli Smolarek stwierdził, że ten chłopak jest wyjątkowo utalentowany i polska piłka nie może go stracić. Zanim wzięto się na serio do roboty, Szetela dostał powołanie na mecz USA – Szwajcaria. Zainterweniowała Polonia Amerykańska, która, jak każda Polonia charakteryzuje się m.in. tym, że nie udało się jej rozpropagować pozytywnego wizerunku Polaka. Zainterweniował prezydent Kaczyński, który, jak to Kaczyński charakteryzuje się tym, że nie udało się mu rozpropagować pozytywnego wizerunku Polaka. Pisano listy do Piotra Nowaka, byłego reprezentanta, a obecnie asystenta w kadrze USA, aby Szeteli nie wystawiać. Skuteczność Polonii i prezydenta zaoowocowała debiutem Szeteli w kadrze Stanów. Czyli dla Polski już nigdy nie zagra. I się zaczęło. Oberwało się Nowakowi, że Szetelę jednak wystawiono. Oberwało mu się za to, że jako pracownik amerykańskiej federacji piłkarskiej wystawił zawodnika, którego przecież powinien hołubić dla ojczyzny. Czyli polscy ‘kibice’ domagają się, żeby p. Nowak sabotował reprezentację, której jest pracownikiem. Dobre. Są to być może ci sami kibice, którzy uważają, że ci, którzy wyjechali za granicę pracować, to zdrajcy, którzy swe winy mogą odkupić jedynie poprzez głosowanie na PiS, podwójne opodatkowanie, oraz przysyłanie pieniędzy do kraju.
Oberwało się samemu piłkarzowi, że zdrajca, etc. No po prostu Judasz. Tyle krajowi zawdzięcza, że powinien na klęczkach błagać, by go do kadry powołano. Oczywiście zaraz ktoś przywoła casus młodego Smolarka, którym na początku też nikt się nie zainteresował. Tylko co z tego? Przede wszystkim, ludzie są różni i to, co spowodowało, że Smolarek uparł się grać dla Polski, mogło równie dobrze spowodować, że Szetela się zawziął, że dla Polski nie zagra. Mogło mu też po prostu nie zależeć. Nie wiem, jakie kontakty utrzymuje z krajem – mam tylko nadzieję, że nie takie, jak Polonia amerykańska, której przedstawiciele obrażając ojców mowę mówią “bendem głosować na PiS, bo to jedyna partia jest, co robić z kraju prawdziwa Polska”. Może nie utrzymuje żadnych. Może wkurzył go fakt, że sobie o nim Polacy przypomnieli w ostatniej chwili, gdy okazało się, że z napastników mają tylko Smolarka. Nie wiem, i w sumie nie interesuje mnie to, a poza tym, wcale się chłopakowi nie dziwię. Szczerze mówiąc, siedzę za granicą rok – a nie całe życie, jak Szetela – i gdyby nie fakt, że w Polsce została moja rodzina i znajomi, to g*wno by mnie obchodziło, co się tam dzieje. I jak tu się dziwić Szeteli, że wybrał USA?


To takie typowo… polskie, ta cała piłkarska sprawa.