“take hyr owne pysse”

niedziela, maj 11, 2008 at 21:18 (Łączą się nam języki)

“Ande thys same yere the Duke of Yorke come owte of Yrlonde, and londyd at the Redde Clyffe in Loncaschyre, and hys lyvery was whyte and brewe in hyr clothyng, and i-brawderyd a-bove with fetyrlockys. And thys he come forthe towarde London; ande [t]en hys lady the duchyes met with hym in a chare i-coveryd with blewe felewette, and iiij pore coursserys ther-yn. And so he come to Habyngdon, and there he sende for trompeters and claryners to bryng hym to London, and there he gave them baners with the hole armys of Inglonde with owte any dyversyte, and commaundyd hys swerde to ben borne uppe ryghte be-fore hym; and soo he rode forthe unto Lundon tylle he come to Westemyster to Kyng Harrys palys, ande there he claymyde the crowne of Inglonde. Ande he kepte Kynge Harry there by fors and strengythe, tylle at the laste the kynge for fere of dethe grauntyd hym [t]e crowne, for a man that hathe by lytylle wytte wylle sone be a feryd of dethe, and yet I truste and bee-leve there was no man that wolde doo hym bodely harme. But the lordys entretyd that Kyng Harry shuld rejoyse the crowne durynge hys lyffe, and aftyr hys lyffe that the crowne sholde returne unto the dukys ys (fn. 19) hayrys as hyt requyrythe by that tytylle, and here uppon they were swore to ben faythefulle and trewe unto Kyng Harry. And alle so that hyt shulde [be] (fn. 20) graunte treson to them that spake any evyr (fn. 21) by the Duke of Yorke or hys wyffe, or any of hys chyldryn. And alle the lordys grauntyd there to, and soo hyt was proclaymyd in London and in many placys of Inglond. And that the for-sayde duke shulde have owte of the crow[n]e yerely to hys expence, for hym and hys hayrys durynge Kyng Harrys lyffe, x Mlmarke in mony. Thys a-cordement was made the laste day of October.

19 So in MS.
20 Omitted in MS.
21 evil.”

Powyższy passus pochodzi z Gregory’s Chronicle: 1451-1460″. Trafiłem na niego idąć śladem innego fragmentu, który znalazłem w książce Paula M. Kendalla “Warwick the Kingmaker“. Wrzucam go tu dlatego, że jako filolog - choć nie anglista - nie mogłem przejść obojętnie obok tekstu pisanego takim angielskim i chciałem się z Wami nim podzielić ;)

Odnośnik Brak komentarzy

Mezi horami

środa, maj 7, 2008 at 22:11 (Τὰ εἰς ἑαυτόν) ()

Taki tam spokój… Na gór zbocza
światła się zlewa mgła przezrocza,
na senną zieleń gór.

Szumiący z dala wśród kamieni
w słońcu się potok skrzy i mieni
w srebrnotęczowy sznur.

Ciemnozielony w mgle złocistej
wśród ciszy drzemie uroczystej
głuchy smrekowy las.

Na jasnych, bujnych traw pościeli
pod słońce się gdzieniegdzie bieli
w zieleni martwy głaz.

Na ścianie nagiej, szarej, stromej,
spiętrzone wkoło skał rozłomy
w świetlnych zasnęły mgłach.

Ponad doliną się rozwiesza
srebrzystoturkusowa cisza
nieba w słonecznych skrach.

Patrzę ze szczytu w dół: pode mną
przepaść rozwarła paszczę ciemną,
patrzę w dolinę, w dal:

i jakaś dziwna mnie pochwyca
bez brzegu i bez dna tęsknica,
niewysłowiony żal…

Chcę w góry. Chcę w Tatry. Może w październiku. Chcę móc rozgnieść na skale kostkę cukru i powiedzieć: Mota duchy….źryjta….wincy nie dostanieta, bo sami wiela nie momy! Z kim? Nie chciałbym sam….

Odnośnik Brak komentarzy

Rocznica

środa, maj 7, 2008 at 21:39 (Τὰ εἰς ἑαυτόν)

W maju - nie pamiętam dokładnie daty, a nie mam pod ręką dokumentu - mija dziesięć lat odkąd zmieniłem nazwisko. Nie będzie teraz wyjaśnień z jakiego zmieniłem na jakie i dlaczego. Zmieniłem. Minęło 10 lat. Jest spora szansa, że w ciągu najbliższych czterech zmienię raz jeszcze. Chyba po raz ostatni.

Odnośnik Brak komentarzy

Een stad van minderheden

poniedziałek, maj 5, 2008 at 9:48 (Amsterdam, Nederland)

Wczoraj, przy Homomonumencie, odbyły się uroczystości kommemoratywne ku czci osób homoseksualnych, które zginęły w trakcie IIWŚ z powodu orientacji seksualnej.

Zgromadziliśmy się ok 19.30. Wszystko spokojnie, bez pośpiechu, single, pary homo i hetero w różnym wieku, z dziećmi. Nie potrzebowaliśmy asysty 3 batalionów policji ani wojska. Nad każdym z 3 trójkatów powiewała już państwowa flaga (i nikt nie mówił o profanacji symboli narodowych). Ok 19.45 pod pomnik przybyła kompania reprezentacyjna armii niderlandzkiej, policji, straży pozarnej i reszty służb mundurowych, oraz przedstawiciele miasta, organizacji mniejszości seksualnych, oraz różnego rodzaju fundacji. O 20.00 ogłoszono 2 minutową ciszę, po czym odegrano hymn państwowy. Następnie wystąpiło troje prelegentów: p. Carolien Gehrels - radna Amsterdamu i członek komisji d/s kultury i sztuki, mediów oraz sportu i rekreacji; p. Hubert Fermina - przewodniczący fundacji Yoesuf oraz p. Dennis F. Boutkan - przewodniczący COC Amsterdam.
Najbardziej podobało mi się wystąpienie p. Gehrels, w którym często pojawiało się stwierdzenie, że Amsterdam jest miastem mniejszości.
P. Fermina skupił się na problemach, jakie mają homoseksualiści w innych krajach (szkoda, że zapomniał o taki słowiańskim zaścianku), natomiast p. Boutkan odniósł się do pobicia homoseksualistów przez młodzież muzułmańską w trakcie obchodów Koninginnedag.
Potem kwiaty złożyli przedstawiciele służb mundurowych, miasta, organizacji homoseksualnych - w tym homoseksualnych muzułmanów i osób trans (żadnego wykluczenia, bo bez względu na to, jakiej jesteśmy rasy, czy jesteśmy przegięci czy też męskie, to jesteśmy homo) - partii politycznych D66, PvA i VVD, troje dzieci złożyło przygotowane specjalnie na tę okazję - nie wiem, jak to nazwać, powiedzmy, że - proporce z własnymi imionami (na jednym z proporców widniało imię Koen). Na zakończenie wszyscy złożyli symbolicznego tulipana (kwiaty te były rozdawane przed uroczystością), po czym rozeszliśmy się w spokoju.

Odnośnik Brak komentarzy

Samen stop met roken

niedziela, kwiecień 27, 2008 at 18:29 (Amsterdam)

W moim miejscy pracy zasadniczo nie wolno palić. Dla mnie nie problem, papierosy to nie moja bajka*. Ponieważ jednak nikt nie jest doskonały, istnieje jedno wydzielone miejsce, gdzie można dymka puścić. Niestety, (dla palaczy) od 1 lipca Horeca wprowadza całkowity zakaz palenia dla pracowników. Z tej okazji prowadzona jest akcja samen stop met roken. Wiadomo, w grupie raźniej. Cała ta impreza kosztuje 150 euro. Pracownik płaci 50, resztę zać płaci za niego hotel. Jeśli jednak terapia pracownicza zakończy się sukcesem i 1 października nie będzie on już palił, to hotel zwraca mu wpłacone 50 euro. Czyli, jeśli pracownik wykaże się samozaparciem i silną wolą, to z pomocą pracodawcy może za darmo pozbyć się nałogu. Fajnie, prawda?

* owszem, kilka papierosów w życiu wypaliłem; nie potrafię jednak zrozumieć ludzi, którym dym papierosowy nie przeszkadza, nienawidzę ubrań przesiąkniętych dymem, i nade wszystko nie potrafię całować się z popielniczką. Nie pogardzę natomiast dobrym fajkowym tytoniem - na przykład teraz rozkoszuję się nową Amphorą - lub miłym jointem od czasu do czasu. Owszem, można robić papierosy z tytoniu fajkowego, ale mi się nie chce.

Odnośnik 1 komentarz

Hoe heet je?

czwartek, kwiecień 24, 2008 at 23:44 (Nederland)

Tak mi ten pan Wojtek z obywatelstwem chodzi ostatnio po głowie, że aż wszedłem dzisiaj na stronę Ministerstwa Imigracji i Naturalizacji, żeby sprawdzić, czy w razie uczynienia mnie Holendrem będę musiał zrzec się polskiego obywatelstwa.
Znalazłem taka informację (daję po angielsku, gdyż strona niderlandzka się nie wgrywa):

Poland
Once you have been granted Dutch nationality, you will not automatically lose your Polish nationality. However, it is possible to give up your nationality. In principle you will be required to give up your original nationality, but there are a number of exceptions to this rule (see Exceptions).
Czyli nie muszę, ale byłoby miło, gdybym się jednak zdecydował :D
Dodatkowo może być ode mnie wymagane, żebym zmienił imię i/lub nazwisko jeśli:
  • uw naam is moeilijk uit te spreken voor Nederlanders;
  • uw naam is moeilijk te schrijven in het Nederlands.

Czyli gdybym stał się Holendrem, to trza by zmienić. Z wymową jeszcze sobie Holendrzy radzą, ale gdy już przyjdzie do pisania, to rózne rzeczy się pojawiają. Najbardziej podoba mi się końcówka -ijck. Z takim zakończeniem nie mają problemu, gorzej z tym, co na początku. W każdym razie, gdybym chciał swoje obecne nazwisko przerobić na niderlandzkie, otrzymałbym staroświecką - i praktycznie już nie używaną (skróconą do samego -s) - koncówkę -s-zoon. Dla mnie OK. Nazwisko już raz zmieniałem, mogę znowu (tak w ogóle, to chyba w tym roku minie 10 lat od zmiany nazwiska;)), a poza tym, może w trakcie naturalizacji będzie można sobie wybrać jakie odlotowe? Imienia zmieniać bym nie musiał - i tak jest germańskie. Mógłbym za to wybrać, czy chcę się kreślić przez k czy przez c, oraz czy ma to być pełne imię, czy też może jego krótsza wersja - Holendrzy skracają na potęgę. Czyli, jeśli pożyję jeszcze 3,5 roku (i pożyję w Niderlandach), to czeka mnie dużo radości. Na razie cisza i spokój.

Odnośnik Brak komentarzy

I buźka na zgodę;)

środa, kwiecień 23, 2008 at 8:47 (Nederland)

8 kwietnia, jak niektórzy z Państwa wiedzą, wybrałem się do “urzędu dzielnicy” celem wystąpienia o zaświadczenie o dobrym sprawowaniu. Miła pani kazała czekać od 2 do 4 tygodni. Dokument dotarł do mnie 16 kwietnia, przy czym data wystawienia to 10ty. Szybko :D Zatem na razie, przeprosiliśmy się z niderlandzka biurokracją. Na razie.

Odnośnik Brak komentarzy

Vaderland

środa, kwiecień 23, 2008 at 0:38 (Τὰ εἰς ἑαυτόν)

Pan Cejrowski oznajmił wczoraj (lub przedwczoraj, bo już prawie druga), że zrzeka się polskiego obywatelstwa.
Oznajmił, a przy okazji zasypał nas masą faktów, z których, jeśli wierzyć Tierralatinie, większość została wyssana z palca razem z krwią matki. Nie wiem, nie bedę sprawdzał, nie orientuję się, nie interesuje mnie to.
W każdym razie ww. Cejrowski zdobył się na szczerość i, zamiast uderzać w bogoojczyźniane tony, szczerze wyjawił nam, że powody zrzeczenia sie polskiego obywatelstwa są następujące: zniewolenie przez UE (no dobra, tu trochę wiejskim patriotyzmem zapachniało), wysokie podatki i wkurzająca biurokracja w Ojczyźnie. Szczerze, a to się zawsze liczy, że aż zacytuję słowa naszego wielkiego rodaka “prawda was wyzwoli”.
Niestety, pana Cejrowskiego szczerość nie spodobała się Wojtkowi W., ktory na swoim blogu (zazwyczaj nie linkuję do tych, co to mają krzyż na piersi, a browning w kieszeni, ale na studiach nauczono mnie, że źródła - nawet głupie - się podaje). Pan Wojtek wyznania pana Wojtka nazywa publiczną deklaracją zdrady Państwa i Narodu (obowiązkowo dużą literą. Baczność! Do hymnu! Spocznij, wolno palić.), i dalej w podobnej manierze, że ani ograniczenie suwerenności Państwa przez inny, zewnętrzny podmiot, ani mniej korzystny system podatkowy, niż gdzie indziej – nie mogą być podstawą zrzeczenia się obowiązków względem własnego Narodu i Państwa.

Hm, nie orientuję się - ja to się ogólnie mało orientuję, taki jestem płytki, jak ten, nie przymierzając, zlew - czy jakikolwiek dokument precyzuje, co może być podstawą zrzeczenia się obowiązków wobec, etc, etc, etc. Według mnie decyduje widzimisię zainteresowanego. Pozwolę sobie posłużyć się przykładem mojej skromnej osoby. Od 1,5 roku siedzę w Niderlandach. Jeśli wytrwam tu jeszcze 3,5, to będę mógł - i zrobię to - wystąpić o niderlandzkie obywatelstwo. Co mi to daje? Przede wszystkim, zamieniam Lecha na Beatrix. Dla mnie OK. Goooood shaaaaaave the Queen! Po drugie, zamiast paszportu z orzełkiem będę miał paszport z lwem. Też w porządku. Podatki i tak płacę w Niderlandach - chyba 34% - ale przynajmniej mam tę błogą pewność, że nie idą na Świątynię Opaczności Bożej, pomniki naszego wielkiego rodaka i inne podobne, a nikomu niepotrzebne bzdury. Biurokracja? Mam wrażenie, że ona zasadniczo wszędzie jest taka sama, ale przed niderlandzką na razie klękam i oddaję jej pokłon, o czym może już wkrótce.

Co do zniewolenia, to jakoś go nie odczuwam. Powiem nawet, że jakiś taki swobodniejszy się zrobiłem.
Czy paszport niderlandzki da mi możliwość podróży do Stanów bez wizy (jako obywatelowi “starej unii”) nie wiem, i prawdę powiedziawszy, nie dbam o to, gdyż Stany jakoś nigdy mnie nie pociągały, więc i z nowym paszportem bardziej ciągnąć raczej nie zaczną.

Poza tym, dostając obywatelstwo niderlandzkie, polskiego zrzekać się nie mam zamiaru - przynajmniej na razie.

Czyli co nam wyszło? Że pragmatyzm bierze górę. Pozostaje jednak coś takiego, jak więzy krwi, język, historia, poczucie odrębności i tożsamości narodowej, tęsknota za krajem. Co z tym?

Mówiąc o krwi muszę nieskromnie przyznać, że nie jestem prawdziwym Polakiem, ale rasowym mieszańcem (nie w drugim pokoleniu, ale zawsze). Mam w sobie krew niemiecką, mam ukraińską. O tych wiem. Zakładam, że domieszka semicka też się pewnie znajdzie. Jeśli więc do tego dodamy coś z “serojadów”, to też się nie obrażę. Ponadto, w Niderlandach byłem brany za Hiszpana, za Rosjanina, za Holendra, za Francuza - wielokrotnie, niektórzy nawet mówią do mnie z miejsca po francusku - ale nigdy za Polaka. Co więcej, koleżanka w pracy stwierdziła, że na Polaka to ja w żadnym razie nie wyglądam. Nie przeszkadza mi to.

Język. Cały czas polskiego używam, choć w mowie to ledwie z dwiema osobami (no, czasem rozmawiam też ze sobą, ale nigdy nie byliśmy jakoś blisko, więc się nie liczy). Uważam, że jest piękny, miejscami cudownie skomplikowany i uwielbiam cytat z jednego filmu “to Polak, oni tak szeleszczą”.

Historia. Znałem, widziałem i mam wrażenie, że w przeciwieństwie do Wojtka W. pamiętam nie tylko jasne jej strony. Przyznaję się bez bicia, bez historii - ale nie tylko polskiej - nie byłbym tym, kim jestem, czyli takim złośliwym sukinsynem. Zatem mamy “plusa”.

Poczucie, zeg maar, polskości. Otóż, drogi czytelniku, gdy czuję “polskość” koło siebie, to przeważnie zaczynam żałować, że rozumiem polski język. Gdy przyjechałem na 3 miesiące do Polski to wyprawa do centrum miasta w towarzystwie rodaków, była przeżyciem wysoce traumatycznym, ze względu na to, co rodacy mówili, jak mówili i jakie mieli poglądy. Tę polskość widzę czasem w tramwaju w Amsterdamie, gdy polskojęzyczny debil w świętym oburzeniu dziwi się, że czarnoskóra konduktorka śmiała mu sprawdzić bilet. Tę polskość poczułem, gdy jeden jedyny raz w Niderlandach zostałem zwyzywany od pedałów.
Ta polskość owionęła mnie podczas oglądania słynnego prezydenckiego orędzia i słuchania, jakim to zagrożeniem dla porządku moralnego Prześwietnej Pospolitej Rzeczy byłby zarejestrowany związek mój i mojego chłopaka. Możnaby długo.

Tęsknota? Owszem jest, ale za: rodziną, przyjaciółmi, Tatrami (chcę w góry:(), kilkoma miejscami w Warszawie, Krakowem, wyprawą pod namiot do Warki, nie za Polską jako taką.

Czyli co nam wyszło? Judasz pełną gębą? Zdrajca i sprzedawczyk? No chyba. Rejtanem w każdym razie nie będę, a skoro za “cwela” się nie obraziłem, to i zdrajcę jakoś przeżyję.

Tak więc pana Wojtka C. rozumiem i dziękuję za szczerość, zaś pana Wojtka W…….też rozumiem, za szczerość też dziękuję i dodam jeszcze, że niczego innego się nie spodziewałem.

Na koniec anegdota. Była już gdzieś na tym blogu, ale dawno.
Na IV roku, podczas seminarium, nasz profesor opowiadał nam, jak to zapytał pewnego Holendra, co dla niego znaczy ‘ojczyzna’. Ów odpowiedział: wiesz co, pod Amsterdamem jest takie miejsce, myśmy tam w XVII wieku przetrzepali skórę Hiszpanom i ja tam znam dokładnie punkt, w którym mój przodek strzelał z muszkietu. Lubię tam czasem pójść i pospacerować w ciszy. Tam jestem u siebie.

Koniec zatem, już prawie trzecia.

Kreślę się,
Kallipygos

Odnośnik Brak komentarzy

Vrijgezel

wtorek, kwiecień 22, 2008 at 0:03 (Τὰ εἰς ἑαυτόν)

W pracy:

Mijam na korytarzu Fernando. Pytanie:
- Kallipygos, jesteż żonaty?
- Nie, czemu pytasz?
- A, bo wszystkie osoby z Polski, które znam, są żonate/mężate.
- Może i tak, ale ja nie jestem.
- Masz dziewczynę?
- Nie.
- Chłopaka?
- Nie.
- Hm, dobrze wiedzieć….
Poszedł. Jakoś w Polsce takich rozmów nie prowadziłem.

Odnośnik Brak komentarzy

Oh no, not me….

niedziela, kwiecień 20, 2008 at 22:32 (Τὰ εἰς ἑαυτόν)

Na zakończenie tygodnia optymistyczna melodia.

Odnośnik Brak komentarzy

« Poprzednie wpisy